Polała się pierwsza prawdziwa krew. Alex biegł pochylony, pchając przed sobą samochodzik, potknął się o listwę oddzielającą kuchnię od salonu i upadł na ów samochodzik buzią, rozbijając przy tym wargę. Tata o mało co nie zemdlał, gdy zobaczył pierworodnego całego we krwi, spojrzał na mnie bezradnie, chwycił się za głowę i krzyknął:
- "Jucha mu leci!"
- " Widzę k***a! Następna piżama do wyrzucenia..." - zareagowałam w typowy dla siebie sposób na sytuację stresową, a potem wzięłam Alexa pod pachę i wsadziłam pod kran z zimną wodą. Rozcięcie okazało się tylko powierzchowne i po niecałej minucie sytuacja została opanowana. Uff.
Wnioski i spostrzeżenia:
- maść na pękające brodawki świetnie sprawdza się również na ustach
- zakrwawiona piżama nie powoduje dyskomfortu podczas snu
- samochodziki to zło!
Oj... dobrze, że nic poważniejszego sie nie stało. Ze też my - mamy musimy to zawsze tak wszystko przezywac. nawet najmniejsze "ala". :D uroki macierzynstwa:D
OdpowiedzUsuńWitam z wielką przyjemnością nominowałam Twojego bloga do Liebster Blog Award. Wszystkie informacje na moim blogu mamazamloda.blogspot.com
OdpowiedzUsuńDziekuję i zapraszam:)