Przeglądając blogi poświęcone pielęgnacji naturalnej, spotkałam się z wieloma, pełnymi zachwytu postami na temat balsamów do ust (i nie tylko) firmy Figs & Rouge. Owładnięta natychmiastową chęcią posiadania, zamówiłam sobie aż dwa takie cudeńka i z niecierpliwością oczekiwałam ich przyjścia (...)
To co teraz napiszę, z pewnością Was zaskoczy, ale jestem nimi ogromnie rozczarowana.
Owszem, mają przecudnie zdobione, estetyczne pojemniczki i owszem, są w 100% organiczne. Posiadają nawet Soil Association Organic Cerfiticate, co jak się niedawno dowiedziałam, bardzo dobrze o nich świadczy, ale... nic poza tym.
Balsamy śmierdzą i mają dziwną konsystencję. Podczas pierwszego użycia, musiałam przebić się palcem przez coś w rodzaju kożucha, pod którym znalazłam kleistą maź, możliwą do aplikacji. Po nałożeniu jej na usta, zrobiło się jeszcze gorzej - mój mąż stwierdził, że "wali ode mnie jak z frytkownicy", a ja, pomimo jego skłonności do przesady, nie mogłam się z nim nie zgodzić. Zarówno Cherry&Vanilla jaki i Sweet Geranium "pachną" starym, zjęczałym olejem, przy czym ten drugi, "pachnie" troszkę mniej intensywnie. Działania nawilżającego stwierdzić nie mogę, bo balsamy ścierłam z ust równie szybko, jak je nałożyłam. O ile nie szybciej.
Nie mam doświadczenia z naturalnymi kosmetykami, nie wiem jak powinny pachnieć i jaką mieć konsystencję.
Ale mam w domu jeszcze jeden naturalny balsam do ust, który z całą pewnością, bije te śmierdziuchy na głowę.
Balsam ten, jest wyrobem ręcznym i kosztował mnie tylko £1.50 razem z przesyłką. Jego opakowanie nie jest tak piękne i efektowne, jak te od Figs & Rouge, ale zawartość z powodzeniem rekompensuje mi jego ubogość.
Balsamik jest twardy, ale szybko rozpuszcza się pod wpływem ciepłoty palca, czyniąc go prostym i przyjemnym w aplikacji. Po nałożeniu na usta, zostawia je śliskie, nawilżone i przyjemnie pachnące masłem shea i woskiem pszczelim.
Używa go nawet mój mąż.
Na koniec pragnę dodać, że balsamy Figs & Rouge przyszły do mnie w oryginalnym opakowaniu, więc z całą pewnością, nie były przeterminowane. Być może zawiniły tu warunki ich przechowywania (zakup od prywatnego sprzedawcy), lecz prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem, bo zwyczajnie nie zamierzam ich więcej kupować.
Te co mam zużyję do stóp, a pudełeczka zachowam i wypełnię czymś lepszym.
A teraz ktoś, na kim moje usta codziennie odciskają buziaki...
... czyli synuś, oczywiście! :*
Synuś przeuroczy <3
OdpowiedzUsuńjaki piękny ten Twój syn!! a co do balsamów to powiem szczerze ze szkoda bo zapowiadały się fajnie. Śliczne opakowanie tyle fajnych recenzji... ale tak bywa
OdpowiedzUsuńserdecznie zapraszam do siebie na www.2bloggirls.pl, obserwuję- mam nadzieję, że u mnie Ci się spodoba i zrobisz to samo!
pozdrawiam gorąco!
Synuś cudowny! A jeśli chodzi o balsamy... tu potwierdza się reguła że dla każdego coś innego :) widzisz, inni tak zachwalali, Ty wręcz przeciwnie. Często-gęsto te tańsze i mniej reklamowane okazuje się o niebo lepsze... i dobrze :)
OdpowiedzUsuńmnie tez taki zapach by odrzucił ;D
OdpowiedzUsuńwidac, że ten balsam to nic nadzwyczajnego. będę mieć na uwadze by nie kupować
OdpowiedzUsuńfajne opakowanie ;P
OdpowiedzUsuńCóż, u mnie Figs'y się sprawdziły, i zapach i konsystencja bardzo mi się podobały... no, może poza otwieraniem metalowego puzderka i konieczności pakowania do środka palców ;P Co nie umniejsza urodzie opakowań ;)
OdpowiedzUsuńGratuluję synka- jest przeuroczy! Pozdrawiam serdecznie całą Wasza rodzinkę :*
Dziękuję :*
Usuńja miałam figs&rouge w wersji różanej, i też długo się przekonywałam do jego zapachu. gdy się przekonałam, dziwnym trafem zaginął mi on!
OdpowiedzUsuńa ten drugi balsam ma wspaniały skład, podejrzewam, że spisuje się równie rewelacyjnie :)
Hej, a dlaczego uważasz, że skoro były oryginalnie zapakowane, to nie moga być przeterminowane? Moim zdaniem mogą:) Wystarczy przecież, żeby sklep kupił je legalnie, a potem odsprzedał tobie po dacie ważności. sama mam znajomą, która prowadzi sklep internetowy i nie dość, że trzyma rzeczy w piwnicy, to na pewno nie prowadzi żadnej ewidencji dat itp. Ja mam Figsa, kupiony na allegro, na pewno legalny bo z naklejką dystrybutora i jest fantastyczny. To mój ulubiony kosmetyk EVER. Mam duży balsam Pomegranate. Źle trafiłaś niestety. Napisz proszę, gdzie kupiłaś, żeby ostrzec inne dziewczyny...
OdpowiedzUsuńWitaj :) Dziękuję za słuszną uwagę. Ponieważ nie znalazłam żadnej daty ważności, zasugerowałam się symbolem słoiczka z 12-ką. Balsam kupiłam na angielskim e-bay'u od użytkownika "bigrichtiger".
UsuńPozdrawiam.
Do sprawdzenia daty waznosci uzywam tej strony http://checkcosmetic.net/ ale niestety nie ma tam firmy figs&rouge :-(
OdpowiedzUsuńDobrze wiedzieć, że jest taka stronka! Dzięki :)
Usuń