sobota, 18 października 2014

Rozstania i powroty.

Nie lubię tego pierwszego posta po dłuższej nieobecności, bo nigdy nie wiem, co powinnam w nim zawrzeć. Czy zatrzymać się trochę w przeszłości i wspomnieć o tym co było, gdy mnie nie było? Czy może wrócić jak gdyby nigdy nic i pisać już tylko o tym co teraz?

W życiu naszej rodziny szykują się wielkie zmiany. Za trochę ponad pół roku, ja wraz z dziećmi wrócimy na stałe do Polski, a mąż zostanie w UK jeszcze przez jakiś czas. Ostatnich kilka tygodni pokazało mi, jak mniej więcej przedstawi się ten układ w praktyce i skłamałabym pisząc, że nie było nam wszystkim ciężko.

Polecieliśmy do Polski całą czwórką. Po tygodniu mąż wrócił na wyspy, a ja wraz z dziećmi zostałam u jego rodziców, z którymi gdy tylko skończymy urządzać naszą część domu, będziemy mieszkać przez ścianę. Przez 16 dni ja byłam bez męża, a bąki bez taty. Milenka jest jeszcze zbyt mała, żeby odczuć dotkliwie taką rozłąkę, natomiast Alex tęsknił ogromnie i do tej pory najchętniej nie odstępowałby taty na krok.
I ja również tęskniłam. Głównie za tym, by Tomek zabrał ich sobie obydwoje na spacer, ażebym mogła mieć wreszcie choć chwilkę dla siebie ;)












Tylko tych parę zdjęć, na ponad pięć tygodni pobytu. Ja sobie wyobrażałam, że będę focić i pisać codziennie, a życie jak zwykle zweryfikowało: 




                                                "Jak się nie obrócisz, tak rzyć z tyłu"


6 komentarzy:

  1. Niestety ale znam dużo rodzin, gdzie tato niestety musi zostać za granicą a mama i maluchy tęsknią...

    OdpowiedzUsuń
  2. W takim razie wytrwałości w nowej sytuacji!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za Was! U nas M. pracował w innym mieście i było nam ciężko, a co dopiero w innym kraju.... Ściskam mocno i cieszę się, że już jesteś. Na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Jeśli tylko rozłąka nie przedłuży się ponadto co planujemy, to jakoś damy rady.
      Bardzo mi miło. Również ściskam bardzo mocno :)

      Usuń