Obcięłam synkowi włoski. Całkiem sporo mu ich obcięłam, żeby choć trochę ulżyć mu w czasie duchoty i upałów. Zanim przystąpiłam do dzieła, dość długo biłam się z myślami, gdyż te niesforne, przydługie kosmyki dodawały mu wiele uroku i były wręcz znakiem rozpoznawczym... ale też wiecznie kleiły mu się do czułka i karku, gilgotały po uszach i wpadały do oczek, sprawiając że ciągle drapał się w tych miejscach.
Rozsądek zwyciężył i oto jego efekty:
A tu, dla porównania, zdjęcia ze wczoraj, jeszcze z dłuższą czuprynką.
Ta szczupła ślicznotka, która go huśta, to moja siostra. Przyleciała tylko na weekend i już jej nie ma :(
Echh... Trochę żal mi tych synka kosmyków. Na szczęście, to TYLKO włosy, które niebawem odrosną :)




Dobrze zrobiłaś obcinając włoski, nie będzie mu tak gorąco, a jak to mówią włosy nie ręka odrosną i już jesienią urocze kosmyki będą cieszyć Twoje oko:)
OdpowiedzUsuńAle słodko wygląda teraz :)
OdpowiedzUsuńAle słodziak z niego :)
OdpowiedzUsuń