W każdej, najgorszej nawet pracy, zdarzają się chwile, które wspomina się później z uśmiechem na ustach. W dzisiejszym poście, przytoczę Wam dwie, dosyć specyficzne i sprośne sytuacje, których główną bohaterką byłam ja.
1.
Podchodzę do podium, na którym stoją managerowie, żeby poprosić o kolejne zadanie. Ich miny są podejrzanie wesołe, a ten, do którego się zwracam, dostaje nagłego ataku "kaszlu".
- Anita, Can you do 69, please?*- duka w końcu, a pozostali niemal pokładają się ze śmiechu, jednocześnie czekając na moją reakcję.
- Always with pleasure, sir - odpowiadam słodko, puszczając przy tym oczko.
Całe podium kwiczy.
* chodzi o rozładowanie tira stojącego na bramie z numerem 69 ;)
2.
Stoję w alejce z produktami, które muszę załadować na swój wózek. Za mną, czeka kolejny pracownik, któremu niechcący zablokowałam przejazd.
- Do you want to fuck me? - pytam grzecznie i przesuwam się z całym ekwipunkiem.
- Oooooch yes! - odpowiada z szerokim uśmiechem, ale nie rusza się z miejsca.
- Come on then - popędzam go delikatnie.
- Here!? - szczerzy się jeszcze szerzej, a ja dopiero teraz uświadamiam sobie, o co niechcący go spytałam.
W zamierzeniu, pytanie miało brzmieć " Do you want to pass by me?", czyli czy chce mnie wyprzedzić.
Ciekawe o czym wtedy myślałam...? ;)
***************************
Oczywiście, nie mogłoby też zabraknąć synusia, który zasuwał dziś po całym domostwie jak wściekły :)
Mój skarbuś kochany...
... :*






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz