Leżąc w łóżku obok śpiącego synka, wsłuchując się w jego oddech, rozmyślałam wczoraj o przyszłości.
Nadchodzący czas przyniesie do naszej obecnej codzienności wiele zmian. Powiększy nam się rodzina, a więc przybędzie problemów, wydatków i obowiązków. Przybędzie także radości, miłości i wzruszeń, ale tego to się akurat nie boję. Nie boję się też, że nie damy sobie rady, bo damy na pewno. Nostalgią napawa mnie jednak myśl, że aby dać sobie radę, będziemy musieli na chwilę się rozstać.
Po ponad sześciu latach życia w UK, mój powrót do Polski jest już tylko kwestią czasu. Kiedy urodzi się drugi maluszek, ja z dziećmi wyjadę, a mąż zostanie jeszcze na trochę, co jest już niemal postanowione. Na dobrą sprawę, został mi więc już tylko rok bycia tutaj, a mój odmóżdżony z powodu ciąży saganek, nie może tego ogarnąć...
Jak przygotować siebie i innych na takie zmiany? Czy to jedyne rozsądne wyjście i jak sprawdzi się ono w praktyce? Czy nie będziemy żałować?
To jedne z najczęstszych pytań, jakie sobie zadaję, wiedząc, że tylko przyszłość może mi na nie odpowiedzieć.
Powiadam Wam, ocipieć można!
Pomału wszystko się ułoży !
OdpowiedzUsuńPowodzenia!
Dacie radę :*
OdpowiedzUsuńWiem, że to bardzo banalnie zabrzmi, ale póki jesteście zdrowi, jesteście razem, macie bliskich, rodzinę dacie radę ze wszystkim!
OdpowiedzUsuńTrzeba być dobrej myśli! A jak już podejmie się raz decyzję, to trzeba iść za ciosem i nie gdybać, bo to psuje i mąci w głowie. Powodzenia!!!
OdpowiedzUsuńOj, to to to! Masz rację, trzeba iść za ciosem! :) :*
Usuń