poniedziałek, 2 września 2013

Było co świętować!


Urlop, do którego jeszcze nie raz powrócę w swoich postach, upłynął nam głównie na rodzinnym świętowaniu.





W pierwszej kolejności odbył się Chrzest Święty mężowego siostrzeńca, a teraz również i chrześniaka. Impreza nie nasza, więc nie będę się zbytnio rozpisywać. Wspomnę tylko że było miło, acz chaotycznie i przechodzę do dużo ważniejszej dla mnie okazji, czyli Pierwszych Urodzin Synusia.

Ech!, że aż sobie tak westchnę w tym akapicie. Mój kochany, słodki synek ma już roczek i nie wiedzieć kiedy, z bobaska stał się chłopcem. To był najwspanialszy  rok w moim życiu. Nie pamiętam już bólu porodu, nie pamiętam frustracji i zmęczenia z powodu jego płaczu i nieprzespanych nocek. Wiem, że bywało ciężko, ale nie ma to dla mnie żadnego znaczenia.
W pamięci mam natomiast nieustanne chwile wzruszeń, radość ze wszystkich nowych umiejętności i niezliczoną ilość pierwszych razów. Szczęście i miłość, to uczucia, które towarzyszą mi teraz nieustannie, a sens życia zamyka się wokół malutkich rączek obejmujących moją szyję i obślinionych pocałunków, witających mnie o poranku. I tego uśmiechu, najpiękniejszego i najszczerszego, dla którego mogę zrobić wszystko.
I jeśli czegoś w ogóle żałuję, to tylko faktu, że nie o wszystkim pisałam i ciągle zdjęć nie robiłam. Bo tego już nie nadrobię

Jeśli chodzi o samo przyjęcie urodzinowe, to było ono skromne i odbyło się w kameralnym gronie najbliższej rodziny i chrzestnych. Na wypasione imprezy przyjdzie jeszcze czas, kiedy synuś podrośnie na tyle, by być świadomy swojego święta i mieć z niego prawdziwą radochę. 





W tydzień po urodzinach synusia, obchodziliśmy z mężem papierową (drugą) rocznicę ślubu, którą poza wypiciem lampki szampana, uczciliśmy w sposób, o którym nie wypada tu pisać...





Więc na tym zakończę ;)


8 komentarzy: