Jesteście gotowi? No to zaczynamy!
Rok temu, o tej porze pisałam:
" (...) bo gdy się urodził, był cały kudłaty... Kudłaty miał łepek, uszka i barki. Kudłate rączki, kudłate nóżki i bardzo kudłaty odcinek lędźwiowy. No zwierzak! Taki mały, siny, kudłaty ssak.
Przyszedł na świat w poniedziałek, 20go sierpnia 2012, o godzinie 16:58 czasu brytyjskiego. A dokładnie wypłynął, bo rodziłam w wodzie. Sam poród, choć do przeżycia (martwa bym nie pisała), do przyjemnych nie należał, więc gdy się zakończył, poczułam ogromną ulgę. I tylko ulgę. A później powalił mnie ciężar odpowiedzialności.
"Jestem mamą!" (...) "
Kiedy czytam te słowa, od razu przypomina mi się absurdalne pytanie, które na wieść o tym, że rodziłam w wodzie, zadawały mi różne osoby.
- To co, w wodzie lepiej?
- Nie wiem, bo na lądzie jeszcze nie rodziłam - odpowiadałam aż do znudzenia, bo przecież oczywistym był fakt, że jako pierworódka, nie mogłam mieć porównania.
zdjęcie zrobiła KASIA
A o tym, że ciężar odpowiedzialności szybko zamienił się w to najpiękniejsze z możliwych uczuć, chyba nie muszę nikomu pisać? ;)

Cudnie, wzruszyłam się!
OdpowiedzUsuń:*
UsuńPoród prawie każda z Nas musi jakoś przejść...
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcie!!!
Zgadza się ;)
UsuńDziękuję, autorstwa mojej znajomej :)
Też jestem ciekawa takiego porodu :P ale sama chyba nie chcę już rodzić:P
OdpowiedzUsuńPięknie! A foto.. mmm :)
OdpowiedzUsuńmnie też na początku powalił ciężar odpowiedzialności... miłość przyszła z czasem... piękne zdjęcie!
OdpowiedzUsuńświetny post:D!!!
OdpowiedzUsuńOj poród to pomyłka natury ;)
OdpowiedzUsuńZa to jego efekt to już cud ! Piękny, doskonały cud.