wtorek, 1 października 2013

Pierwsza wizyta u położnej

Dziś rano, odbyłam pierwszą i zarazem najdłuższą w tej ciąży wizytę u położnej. Głównym celem takowej wizyty, jest założenie notesu ciąży i uzupełnienie go w odpowiedzi dotyczące historii chorób oraz podstawowe informacje na temat obecnego stanu zdrowia i dane kontaktowe. Ponadto, zasypana zostałam różnymi broszurkami informacyjnymi i skierowaniami na badania krwi i moczu.
Nie dowiedziałam się nic, czego bym nie wiedziała (w końcu już raz to przerabiałam), odmówiłam szczepienia na grypę i suplementu wapnia, ale za to chętnie przyjęłam Omega 3, który dam tacie.  




Jako, że jestem młodym okazem zdrowia, a moja poprzednia ciąża i poród przebiegły bezproblemowo, zasugerowano mi poród domowy, nad którym powinnam się zastanowić. Po powrocie do domu, wspomniałam o tym pomyśle mężowi, ale skwitował to krótkim "chyba Cię pojebało" i już nie było tematu.

Jeśli chodzi o moje parametry zdrowotne, to ciśnienie mam 90/60, puls 70, a wskaźnik BMI wynosi 21.
Morfologię i mocz idę zrobić jutro, a wgląd do wyników, będę mieć dopiero na następnej wizycie, czyli pod koniec listopada. Nie komentuję.

Od czasu TEGO POSTU, moje samopoczucie diametralnie się zmieniło.
Niestety, na gorsze.
Codziennie rano rozmawiam z Posejdonem, bez względu na to, czy mam czym i o czym. Zdarza się, że po kilka razy. Razem z całodniowi nudnościami, powoduje to u mnie wstręt do jedzenia, czego efekty widoczne są już na wadze. Jeszcze tydzień temu ważyłam 57,5kg, dziś waga pokazała mi kilogram mniej. Do zmęczenia i senności doszły bóle głowy, a ochota na sex jest już tylko odległym wspomnieniem, tak samo jak ochota na cokolwiek w ogóle. Gdybym mogła, to spałabym całymi dniami i nocami, z przerwą od 19 do 22, bo w tych godzinach czuję się jako-tako i jestem w stanie coś zjeść, a nawet w domu ogarnąć.

Niestety, nie dla mnie już takie wygody i rarytasy. Synuś potrzebuje aktywnej mamy, która zajmie się nim jak zawsze, nakarmi, przewinie, zabawi i weźmie na spacer, nawet gdy śpi na stojąco i puszcza przy tym pawie ;)

Poza tym, podobno zawsze może być gorzej, więc broń borze, nie narzekam!


9 komentarzy:

  1. porod domowy to wielka niewiadoma - ja sie bym bala i to jak brrryyy... ja jutro ide do poloznej - ciekawa jestem strasznie co tez ta zacna kobieta mi powie ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymaj się bidulko!!! I myśl pozytywnie p.t. "niedługo minie, niedługo minie" ;)
    A mężuś to chyba mistrz ciętej riposty he he

    OdpowiedzUsuń
  3. Mąż jest dobry:) choć wy w uk macie dobrze, o ile nie ma komplikacji chyba wychodzicie tego samego dnia do domu nie? Nie to co u nas, żeby Nfz dał kasę:/

    A swoim BMI możesz się podzielić, albo ja swoim :D

    OdpowiedzUsuń
  4. usmialam sie czytajac krótka i zwiezla wypowiedz meza ! trzymaj sie, pozniej bedzie tylko lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pomimo tego że jest Ci ciężko zazdroszcze z całego serca dzidziusia ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mąż nieźle skomentował temat porodu domowego :D
    A Tobie życzę, żeby te nudności i senność szybciutko minęły :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale reakcja męża :D Przecież kobiety kiedy tak rodziły ;) Oby samopoczucie Ci się poprawiło na lepsze! Dużo lepsze!

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie doooobrze :) Choć pewnie z każdym dniem troszkę ciężej. Od koleżanek mieszkających w UK słyszałam, że opieka przy ciąży nie jest tam zbyt dobra, np. bardzo rzadko robią USG, nie podają wagi płodu, itd. Co o tym sądzisz? Pytam, bo będziemy tam emigrować, a kto wie kiedy pojawi się następne dzidzi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka powiedziała Ci prawdę. Choć ja osobiście nie narzekałam, na tutejszą opiekę. Jeśli ciąża przebiega prawidłowo, USG robione jest dwa razy, w 12tc (genetyczne) i 20tc (połówkowe). Do położnej chodzi się najpierw co 6, później co 4, a pod sam koniec co 2 tygodnie. Dla mnie, było to w porządku, nie czułam się przytłoczona swoją ciążą, nie wydałam mnóstwa pieniędzy na wizyty i nie spędziłam wielu godzin w poczekalni ;)

      Usuń