Towarzyska abstynencja jest dobra, pod warunkiem że trwa tylko przez chwilkę i wynika z potrzeby samotności, tudzież chęci pobycia z partnerem tylko we dwoje.
W moim przypadku o samotności nie może być mowy, a bycie tylko we dwoje, zaczęło być dokuczliwe, już po okresie dwóch tygodni. A potem... potem to była już istna wojna domowa.
Ogarnięta słodkim nic nie robieniem, przekładałam wszystko na później, a podstawowe czynności względem siebie i domu, wykonywałam po najmniejszej linii oporu. Jedynie synkiem zajmowałam się tak jak należy, no ale też nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej.
Ogólnie rzecz biorąc, miałam już dosyć samej siebie, więc nie dziwię się wcale mężowi, że miał mnie dosyć jeszcze bardziej.
Bo gdyby to było jednorazowe, to każdy przymknęłoby na to oko, wymówkę miałam wszak dobrą i jak najbardziej prawdziwą. Ale tak jest za każdym razem, kiedy siedzę w domu zbyt długo - brak zajęć i tylko sporadyczne kontakty z innym osobami, jeszcze nigdy nie zrobiły mi dobrze.
Trzy dni bez siebie i znów jest jak w niebie.
Do pracy wróciłam w środę, a to oznacza, że dziś mijają trzy dni, podczas których widzieliśmy się w sumie około pięć godzin. Zbyt mało by się pokłócić, wystarczająco by zatęsknić i oczyścić atmosferę przed nadchodzącym weekendem. Dokładnie tego było nam trzeba!
A tak przy okazji, to Wszystkiego Najlepszego z Okazji Urodzin kochanie!!! :* :* :*

I tak źle i tak nie dobrze ;)
OdpowiedzUsuńMy, kobiety, tak już mamy. Chociaż Oni często też :p